Historia SKT

Początki ruchu turystycznego w Zespole Szkół Mechanicznych (lata 50. i 60.)

Historia turystyki w naszej szkole sięga lat 50. Nie bylibyśmy w stanie jej odtworzyć, gdyby nie sumiennie prowadzone zapisy z tras rowerowych i pieszych, na jakie wybierali się nasi poprzednicy. Dokładne przebrnięcie przez ten obszerny materiał, pozwoliło na wyobrażenie sobie okresu pionierskiego turystyki Technikum Mechanicznego, jak z dumą podkreślano w każdej kronice. Zapis niniejszy jest wyrazem hołdu złożonego pionierom.

Inicjatorem szkolnej turystyki był w naszej szkole wuefista Alojzy Widenka, niestrudzony propagator turystyki i opiekun wielu obozów letnich tak w latach 50., jak i 60., bez jego udziału turystyka szkolna nie istniałaby. Pierwszy wzmiankowany obóz to wędrowny z 1955 r. Zakopane – Krynica, z dyr. Antonim Polańskim (obóz rozpoczął się od ulewy, a do Zakopanego jechano koleją przez Żywiec 19 godzin!). Dwa następne odbyły się z matematykiem Stanisławem Kucharczykiem – 1957 r . Beskidy – Tatry oraz 1958 r. Zakopane – Wisła. Po przejściu całej długiej trasy do Wisły obóz zakończono „pogodą prawie arcywspaniałą” i kwaterą w solidnej stodole! Obozy liczyły po kilkunastu uczestników. Więcej o życiu trampów można było się dowiedzieć z ciekawych kronik lat 60. Ich autorzy dokładniej prowadzili zapisy i nie wstydzili się osobistych wrażeń. Z tego okresu pochodziło 8 całych i fragmenty kroniki z 1968 r. Opiekun pozostał ten sam, lata 60. opanował jednak czar dwóch kółek, „Mechanicy” objeździli trasy Sudetów, wspominając nie tylko kraksy i defekty, ale i malownicze tereny widziane po drodze. W 19 61 roku imponująca trasa obozu wędrownego wiodła z Raciborza przez Wisłę – Suchą – Zakopane – Szczawnicę – Kalwarię – Wadowice aż po Racibórz, noclegi na strychach, w stodołach, gotowanie na łące, połowy ryb, obserwacja Rajdu Tatrzańskiego, zwiedzanie ciekawych obiektów, paskudna pogoda, a na końcu stwierdzenie: „obóz bardzo udany i młodzież zadowolona”.

W 1966 roku nauczyciele naszej szkoły zorganizowali aż trzy obozy, z czego tandem Widenka-Paszek wybrał się w okolice Wisły, i stamtąd odbywał wycieczki do Cieszyna i po okolicach. Ciekawostką był fakt prac społecznych, które wykonywali chłopcy na rzecz Wisły, ale i na rzecz zaprzyjaźnionego z naszą szkołą wiślanina Jana Pinkasa. Ten obóz bardziej przypominał imprezę integracyjną, uczestnicy – 21 osób to uczniowie klas pierwszych i drugich, na obozie był obecny dyrektor Leopold Czerniejewski, w tle na zdjęciach widać też nasz autobus-ogórek, którym odbywano wycieczki.

   
Obóz w Tatrach z Alojzym Widenką i dyr. Polańskim 1955 Szkolny ogórek 1966

 

Bardzo ciekawe okazały się kroniki obozów kolarskich z roku 1966, gdzie kierownikiem był Tadeusz Różalski, który całe wakacje 66 roku poświęcił na obozy wędrowne: w lipcu po Ziemi Kłodzkiej (z Franciszkiem Perkiem), w sierpniu w kierunku Zakopanego (opiekun Zygmunt Młynarczyk). W tamtych latach zupełnie inaczej je organizowano niż współcześnie, najczęściej korzystano ze schronisk szkolnych albo gościnnych stodół u gospodarzy. Oczywiście nie było mowy o wcześniejszej rezerwacji noclegów. Obiady jadano w przydrożnych restauracjach, inne posiłki organizowali uczestnicy własnoręcznie (nawet przy pomocy opiekuna), nieodzowna była zatem ekipa kwatermistrzowska. Przed noclegiem był wysyłany zwiad, żeby poszukać miejsca do spania. Z tego rodziły się zabawne historie, a to o króliku, który hałasował i nadwyrężał zapasy uczestników obozu, a to o niezidentyfikowanym zwierzaku, którego brzydki zapach nie pozwolił spać, a młodzi adepci cyklizmu spędzili czas ciszy nocnej na dworze, otuleni cienkimi kocykami, a jeszcze te chmary komarów! Szczytem marzeń był nocleg w Pszczynie, w szkole tysiąclatce, gdzie udostępniono łóżka polowe i koce. Po ciężkich dniach, noce były przesypiane snem sprawiedliwego, wielokrotnie o tym wspominali kronikarze. Trasy wiodły i w skwarze, i w deszczu, jednak nie pedałowano każdego dnia na okrągło. Po drodze bywały miejsca przeznaczone na dłuższe odpoczynki, zwiedzanie ciekawych zabytków. To niebywałe, jak długie przemierzano trasy, co przy nie najlepszym sprzęcie może dziś budzić tylko uznanie. Rowery często się psuły, opóźniało to przejazd. Czasem przygnębienie wzbudzał widok wysokich gór, nie było wtedy przerzutek w rowerach, bo kronikarze wspominali, że wielkie wzniesienia trzeba było odbywać piechotą, pnąc się po serpentynach, (np. „przed Nowym Targiem spotkała nas ulewna burza, tam zjedliśmy obiad i dojechali jeszcze 27 km do Zakopanego, gdzie na miejsce noclegu wybrano stodołę”). Takie to były przygody w owych czasach! Chłopcy odpoczywali w sposób czynny: pływanie, piłka nożna, siatkowa. Wyjazdy powodowały, że młodzież odkrywała nowy, niedostępny dla niej dotąd świat, integrowała się, pomagała sobie wzajemnie, uczyła zdyscyplinowania i odpowiedzialności.

Wspomnieć jeszcze należy o organizowanych obozach pieszych. Gwoli kronikarskiej ścisłości, z lat 60. pozostały 4 kroniki imprez pieszych: w 1967 – Roku Międzynarodowej Turystyki – dwa obozy wędrowne – Zakopane (Widenka, Paszek) i dwa obozy wędrowne 1968 r. po Opolszczyźnie (opiekunowie Paszek, Gembalczyk). Pozostały po nich głównie pamiątkowe zdjęcia tego, co młodzież widziała, jak odpoczywała, czym się fascynowała, jeżeli chodzi o postęp techniczny (wiadomo „Mechanik”) i zainteresowanie płcią przeciwną.

Lata 70. i trudne lata 80., czyli jak historia zaingerowała w działalność turystyczną

Żałować należy, że następne lata nie znalazły odzwierciedlenia w kronikach. Staraliśmy się odtworzyć historię na podstawie zapisów ksiąg protokołów posiedzeń Rady Pedagogicznej i wspomnień opiekuna obozów wędrownych, Bernarda Drosta, który tak opowiada o latach 1972-1977:

„Kierownikiem wakacyjnych wyjazdów był kol. Alojzy Widenka. Obozy odbywały się najczęściej w okresie od zakończenia roku szkolnego do końca lipca. Pamiętam następujące imprezy: lato 1972 – dwa obozy wędrowne po Beskidzie Śląskim, 1973 – obóz rowerowy na trasie Racibórz – Krynica Górska, 1974 – dwa obozy wędrowne po Beskidach, 1975 i 1976 po jednym obozie wędrownym. Uczestnicy obozów byli rekrutowani na zasadzie selekcji pozytywnej (nienaganne zachowanie w czasie roku szkolnego, dobre zdrowie i kondycja). Pamiętam, że zawsze mieliśmy nadmiar chętnych, gdyż dla młodych chłopców była to atrakcyjna oferta. Udział mogło brać jednorazowo tylko 20 osób. Bazą noclegową obozów po Beskidach była Wisła, a konkretnie stodoła u Janka Pinkasa, tzw. Pinkasówka. Spaliśmy na sianku (niezapomniane wrażenia). Zapłatą za noclegi była dobrowolna pomoc uczestników (i opiekunów) przy pracach gospodarskich. Stamtąd organizowaliśmy całodzienne piesze wyprawy po pasmach górskich, zwiedzając atrakcyjne miejsca i „ładując akumulatory” na kolejny rok szkolny. Śniadania i kolacje robiliśmy we własnym zakresie (wyznaczane były dyżury kucharskie), obiady zaś jedliśmy na trasie w napotykanych barach (mlecznych), czy tanich restauracjach. Atmosfera była taka, że jeszcze przed zakończeniem obozu, chłopcy już chcieli rezerwować miejsca na następny rok. Wielka w tym zasługa kol. Widenki, który swoim specyficznym rodzajem humoru, ale też konsekwentnym postępowaniem potrafił integrować grupę i zażegnywać zdarzające się sporadycznie konflikty. Nie mieliśmy (dzięki Bogu) ani jednego wypadku, ani też… ani jednej interwencji na temat złego zachowania uczestników. Obóz do Krynicy odbył się na trasie Racibórz – Jastrzębie Zdrój – Bielsko Biała – Andrychów – Nowy Targ – Szczawnica – Krynica. Udział brało tylko 15 chłopców (względy bezpieczeństwa). Kandydaci byli poddawani wcześniejszym „próbom” i dość ostrej selekcji. Pamiętam, że ze względów bezpieczeństwa staraliśmy się poruszać drogami o nie największym natężeniu ruchu. Noclegi często były w salach gimnastycznych szkół, choć mieliśmy też ze sobą „awaryjne” namioty. Był to obóz bardzo wyczerpujący, ale za to bardziej atrakcyjny, niż obozy „stałe”. Obozy były finansowane przez Kuratorium, dofinansowywane z budżetu Komitetu Rodzicielskiego i w bardzo niewielkim stopniu współfinansowane przez uczestników. Tak zapamiętałem tę formę organizowania czasu wolnego młodzieży w czasie wakacji, choć mijający czas zamazał niewątpliwie wiele szczegółów”.

W roku 1976 sprawozdanie z pracy złożył A. Widenka, wymieniając 4 wycieczki do Oświęcimia, udział „Mechaników” w 7 Jurajskim Rajdzie Zagłębiowskim po Jurze i 26 wycieczek o charakterze klasowym, zaproponował też zmianę opiekuna PTTK, od 1977 r., została nim Zofia Patuła, która funkcję tę sprawowała do 1982 r. Wtedy w turystykę zaangażowanych było sporo osób (koło liczyło 127 osób w 1978 r., 80 osób w 1979), które formalnie przynależały do PTTK, ale sprawozdania z pracy opiekuna dotyczyły szeroko pojętej turystyki. Zajmowano się turystyką kwalifikowaną (na początku sekcja piesza, gdzie zdobywano odznaki OTP, od roku 1979 sekcja kolarska, organizowano kursy Młodzieżowych Organizatorów Turystyki, zainteresowani nauczyciele zdobywali uprawnienia kierowników wycieczek, w 1980 r. pojawia się informacja o zdobyciu 25 odznak turystyki górskiej), corocznie brano tłumnie udział w Rajdzie Arki Bożka i Rajdzie Husarii Polskiej, zdobywano tam laury i zaszczyty, zajmując zawsze poczesne miejsca. Tego rodzaju turystyka rozwijała się tak doskonale, ponieważ imprezy były tanie, masowe, zgodnie z linią polityki państwa (PTTK było instytucją dobrze dofinansowaną). Obok turystyki kwalifikowanej sprawozdania dotyczyły wycieczek przedmiotowych, kulturalnych, zawodowych. Protokoły odnotowały liczne imprezy klasowe i ich charakter, zachęcano do współpracy z wychowawcami klas. Współcześnie następuje powrót do tego sposobu myślenia o popularyzowaniu turystyki.

To ciekawe, że i w turystyce można odnaleźć znaki czasu i historii. Początek lat 80. to utyskiwanie na braki, zarówno żywieniowe jak i noclegowe, które utrudniały, a w roku 81 uniemożliwiły organizowanie wycieczek. Brakowało nawet legitymacji członkowskich PTTK. Wtedy nie odbył się rajd Arki Bożka, organizowany zawsze przez oddział miejski, nie zorganizowano też żadnych kursów.

 

Koniec lat 80., lata 90.

Opiekunką koła w 1986 r. została Teresa Magott, a praca szkolnego koła nabrała bardziej formalnego charakteru w ramach organizacji o znaczeniu krajowym. Od roku 1989 na rok przejął opiekę Zdzisław Miłek, który ciepło wspominał rajdy jesienne zapaleńców po Beskidzie Śląskim, (listopadowe, związane z rocznicą odzyskania niepodległości), organizowane czasem we współpracy z II LO, aura nie sprzyjała takim eskapadom, odbywały się w deszczu, a czasem i w śniegu, a jednak nie brakowało chętnych.

   
Rajd oddziałowy po Karkonoszach październik 1990 Szkoła Górska, baza na Lubaniu lipiec 1990

 

Od września 1990 r. opiekę nad kołem przejęła Helena Jaworek (obecnie Draga) i sprawowała ją do września 1996 roku. Praca koła poległa na ustalaniu kalendarza imprez, organizowaniu rajdów, głównie imprez górskich, prowadzeniu gazetki tematycznej, pozyskiwaniu nowych członków koła, współpracy z Oddziałem Raciborskim PTTK (udział w imprezach oddziałowych np. rajdach im. Arki Bożka, topieniu Marzanny, zabawach sylwestrowych, andrzejkowych, wyborach władz), zdobywaniu odznak turystycznych, udział w konkursach wiedzy turystycznej o poszczególnych regionach, imprezach na orientację, festiwalach piosenki turystycznej, naborze chętnych do letnich szkół górskich. Młodzież bardzo chętnie i licznie uczestniczyła w imprezach. Nadmienić warto, że w tamtych latach uprawnienia przewodnickie nabył Z. Miłek, który prowadził w takim charakterze szkołę górską po Pieninach i Beskidzie Sądeckim w roku 1990, opiekunem obozu została H. Jaworek, która uzyskała uprawnienia organizatora turystyki w 1989 r., (była łącznie opiekunem na 4 szkołach górskich w latach 89 – 94). Obozy te wyraźnie „ucywilizowały się”, bazę noclegową stanowiły schroniska, bazy namiotowe; gorące posiłki serwowali gospodarze schronisk, ale część wyżywienia młodzież musiała przygotowywać sama, usamodzielniała się i dostosowywała do trudów wędrowania, obcowała z przyrodą.

Od wrześniu 1996 roku, w czasie opieki nad kołem Marka Cieślika, ponieważ otwarły się nowe możliwości podróżowania, zmienił się profil pracy koła w kierunku organizacji wycieczek zagranicznych np. do Anglii, Francji, Włoch, na Ukrainę, co spotkało się z dużym zainteresowaniem młodzieży i grona pedagogicznego.

 
 Colloseum w Rzymie Na cmentarzu Orląt we Lwowie 2003
   
Powrót grupy z Anglii Zwiedzanie Wiednia 2003

 

Współczesność

Koło reaktywowało działalność we wrześniu 2006 r. Nie pracuje  już pod egidą PTTK, ale stanowi odrębne, samodzielne koło zapaleńców. Idea działania  też jest inna. Pozwala na korzystanie z oferty imprez szerszemu gronu zainteresowanych uczniów, rozszerza również pole zainteresowań nauczycielskich.

Aktualnie działania Szkolnego Koła Turystycznego obejmują zakres turystyczno – krajoznawczy, sport i kulturę, co pozwala dobrze spędzić czas zarówno uczniom jak i nauczycielom naszej szkoły. Dzięki temu proponujemy szeroką gamę poczynań pozalekcyjnych. Opiekę nad tak pojmowaną turystyką sprawuje Tomasz Gajda, przy współudziale zainteresowanych nauczycieli.

Nauczycielom i uczniom proponujemy spływy kajakowe, imprezy górskie, narciarskie,  rowerowe rajdy w nieznane, autokarowe wyjazdy na imprezy kulturalne i sportowe. Koło zyskało własną stronę internetową, gdzie można znaleźć więcej szczegółów zarówno na temat historii, jak i jego dnia dzisiejszego. Zapraszamy na wędrowny szlak.

Helena Draga

 opracowanie pochodzi z publikacji „60 lat Mechanika”, 2007

Dodaj komentarz