Ahoj przygodo!

DCIM100MEDIAW miniony weekend grupa kilku śmiałków wybrała się na spływ kajakowy, by zmierzyć się z rwącym nurtem rzeki Morawicy. Wyjechaliśmy w piątek rano. Po drodze, w Hradcu  nad Morawicą, wdrapaliśmy się na wzgórze, na którym znajdują się dwa zamki – biały i czerwony. Zwiedziliśmy co było do obejrzenia i udaliśmy się krętą drogą do Podhradi na pole kempingowe. Namioty rozbiliśmy blisko rzeki, by się z nią powoli oswajać.  Zaczęliśmy rozglądać się za drewnem. Pech chciał, że przed nami chyba już ktoś tam był i wszystko wyzbierał. Nie zostało nam więc nic innego, jak wyprawa na przeciwległy brzeg w poszukiwaniu drewna. Okazało się, że po drugiej stronie rzeki drewna jest w bród. Wystarczyło tylko się z nim przeprawić. Kiedy mieliśmy już ogień, mogliśmy się ogrzać i przygotować ciepły posiłek, którym był pikantny gulasz z kociołka myśliwskiego. Po ciepłej strawie i zregenerowaniu sił  przyszedł czas na trening. Trochę teorii i nauka pływania kanadyjką. Podpłynęliśmy pod jaz, który ma wymowną nazwę „śmiertelnik” i obeszliśmy go szerokim łukiem. Nauka umiejętności manewrowania łodzią poszła sprawnie, więc wróciliśmy na pole kempingowe. Wykorzystując pogodny wieczór zagraliśmy w siatkówkę plażową. Mecz miał charakter międzynarodowy, bo do gry z nami włączyły się dwie dziewczyny z Czech, które były bardzo sympatyczne i towarzyskie. Dzień dobiegał końca. Na polu pojawiły się liczne ogniska, które swoim blaskiem oświetlały teren wokół namiotów. Gdzieś po sąsiedzku grała gitara, a my piekliśmy kiełbaski. Drugi dzień rozpoczął się od wczesnej pobudki. Zjedliśmy śniadanie, złożyli namioty i czekaliśmy na wodę. Przed południem otworzono zaporę w górnej części rzeki. Poziom wody w korycie się podniósł i mogliśmy płynąć. Dla nowicjuszy nie było to proste zadanie. Kąpiel w zimnej wodzie zdarzała się często. Pięciogodzinny spływ, w trakcie którego co niektórzy pogubili obuwie, koszulki i jeszcze kilka innych drobiazgów,  okazał się niezłą przygodą.  Przy odrobinie szczęścia rzeczy dopłyną do Raciborza i może uda się je odłowić. Straty będą wtedy trochę mniejsze.

Spływy na Morawicy to dla początkujących kajakarzy spore emocje, a nieraz walka z żywiołem, jakim jest woda i szybki nurt. Dla tych, którzy lubią spory zastrzyk adrenaliny to niezła zabawa i niezapomniane przeżycie.